Fioletowy zawrót głowy
Fiolecik miał ci to być. Ha! Okazuje się, że w przypadku bardzo ciemnych włosów nie taka prosta to sprawa. Ponieważ moim zwyczajem jest chodzenie na łatwiznę, nie zhańbiłam się umówieniem wizyty do fryzjera, jeno zrujnowałam się na farbę do włosów Garnier Color Naturals w odcieniu ciemny fiolet (3.16).
Dlaczego na tę akurat? Przyczyny są dwie i obie równie proste. Po pierwsze w drogerii na moich peryferiach nie było żadnego innego fioletu w ofercie. Po drugie sposób nakładania tej farby jest w stylu dla opornych, czyli proceder jest do wykonania nawet dla kogoś, kto ma dwie wybitnie lewe ręce.
Mieszamy zatem dwa elementy i nakładamy farbę na suche, nieumyte włosy. Czekamy odpowiednią ilość czasu (25 lub 35 minut) i voila. Ha, nie takie voila, jak je malują. Na opakowaniu. Moje naturalne włosy są prawie czarne i z tych oczywistych względów orbituję w rejonie czerni, niebieskich czerni, fioletowych czerni i wszystkiego, co ciemne. Innych kolorów nie widać.
Tak też jest niestety w przypadku tego fioletu. Zacznijmy od tego, że to nie fiolet jest, a bakłażan. A to różnica, bo bakłażan jest ciepłym odcieniem, a klasyczny fiolecik nie. Na bardzo ciemnych włosach, o których producent na opakowaniu pisze, że powinny dać efekt taki, jak u modelki na zdjęciu, wychodzi kolor taki, jak się miało, plus bakłażanowy połysk. Modelka na opakowaniu jest stanowczo bardziej fioletowa i widoczne jest to nawet przy zdjęciu tak marnej jakości, jak zamieszczone powyżej.
Czy farbę polecam? Ze względu na cenę – tak. Całe 13 zł, a na moich peryferiach złodziejsko zawyżają ceny. Ze względu na prostotę całej procedury – również. Prościej chyba już nie można. Ze względu na całą resztę – no, nie. Chyba że puścimy oko i umówimy się na fiolecik umowny. Nazwa farby powinna brzmieć ciemny bakłażan. Albo zawierać informację, że w przypadku włosów bardzo ciemnych, trzeba je najpierw rozjaśnić. Niby oczywiste, prawda? To czemu się czepiam? A temu, że Amerykanin, jak nie ma napisane na plastikowym kubeczku z kawą „uwaga, gorące!” i się poparzy, to wytacza proces i go wygrywa. Sprawę farby traktuję jak sprawę kubeczka. Łopatologię poproszę.
