Ja + cienie Inglot = Wielka Nieskończona Miłość
Kiedy miałam lat dziesięć, z zapałem wypisywałam kredą na wszystkich możliwych murach, że jeden taki Rafał plus jedna taka Agnieszka równa się WNM, czyli Wielka Nieskończona Miłość. Rafał chodził czerwony jak burak, a Agnieszka nieśmiało sugerowała, że powinnam zmienić Rafała na Wojtka. Dziś Agnieszka jest mężata i dzieciata a Rafał łysy i też dzieciaty, a nieskończona miłość trwała tak naprawdę jakieś półtora tygodnia.
Inaczej jest z moim sentymentem do cieni Inglot. Cielęcy zachwyt trwa i trwa, i trwa, i trwa i normalnie chyba z piętnaście lat trwa, bo od początku studiów. Nie, nie, spokojnie, nie studia już dawno mam za sobą, nie studiuję AŻ TAK wnikliwie, by od piętnastu lat walczyć o dyplom, ale cieniom Inglot jestem wierna.
Wcale nie są takie rewelacyjne, jeśli chodzi o jakość. Potrafią się osypywać, nie trzymają się na powiece nieskończenie długo, wymagają bazy pod cienie (jeśli już chcemy zawalczyć o trwałość). Ale KOLORY! Ta rozpasana orgia kolorów zwala mnie z nóg!
Kupowałam zarówno klasyczne, pojedyncze, jak i tańsze wersje w postaci serii Inglot Sprint (opakowania można ze sobą łączyć, co pomaga okiełznać stado cieni w kosmetyczce), perłowe i matowe, o wzmożonej intensywności, czyli Inglot Vertigo (praktyczne połączenie opakowania i aplikatora).
Kupowałam także – chyba najczęściej – niepowtarzalne kolorystycznie mapki, czyli trzy odcienie w jednym cieniu. Jeszcze nie natrafiłam na dwie identyczne mapki. Nie mam pojęcia, jak oni je robią, losowo dobierają kolory czy jak, ale mapki są nie do podrobienia.
Inglot jakiś czas temu postawił na nowości. Gotowe palety cieni (około 70 zł i droższe, zależy gdzie kupujemy)…
… oraz cienie sypkie.
I choć mam o wiele lepsze cienie L’Oreal i próbowałam rzucających na kolana pod względem jakości cieni Diora, to jednak Inglot rządzi i rządzić będzie jeszcze długo, bo nie znam firmy, która pobije jego ofertę kolorystyczną.
Na koniec inglotowy głos z YouTube. Co ja sobie będę strzępić paluchy





oj tez lubie. ostatnio zafundowalam sobie magnetyczna trojke. najfajniejsze jest to, ze samemu mozna dobrac kolory i szalec szalec szalec
no i lakiery inglotowe – niezastapione!
Oj dziewczyny zgadzam się, lakiery to hit mojego życia, próbowałam już Astora, LOreala, przeróżnych firm i ŻADEN nie trzyma mi tyle czasu co Inglot. A co do cieni, wytrzymałe są, nie zbijają się na oku chyba że trafimy na nieco podstarzałe… Kiedy są świeże, trzymają się na oku w tęczowym stylu nie osypują mi się, ani nie sklejają na powiece w tłuste ruloniki. Jedyne ciekawe kolory, jedynie świetne, dla mnie niezastąpione. Najlepiej kupować w salonikach Inglot, nie na stoiskach mniejszych:) to moje doświadczenie. KOCHAM te cienie!!! (zrymowało mi się) pozdrawiam wszystkie Kobiety, malowane i niemalowane
;)
A ja przy okazji jakiegoś rejsu po galerii handlowej wpłynęłam do takiego saloniku. I szok. Oferta przebogata, ale DROOOOOGOOOOO! Co się stało z naszym Inglotem, że tak sparafrazuję trubadura?
Ja własnie zastanawiam sie nad zakupem paletki z inglota I wyszukuje w necie czegoś taniego i dobrze by było gdyby było duże
ma ktoś ciekawe stronki gdzie zakupić tanio ?? A co do filmiku to bardzo przydatny