Strefa-kobiety.pl Nic, co kobiece, nie jest mi obce.

Gorąca potrawa irańsko-irlandzka

pon, 07 cze 2010 · Opublikowane w Po prostu kobieta
VN:R_U [1.9.10_1130]
Ocena: 0 (z 0 głosów)

Tekst napisany w ramach kampanii Jacobs Cronat Gold.

W poprzedniej notce wspomniałam w kilku słowach o debiutanckiej książce Marshy Mehran pt. „Zupa z granatów”. Czas na recenzję. Kiedy wzięłam ją do ręki, myślałam, że będę zgłębiać ciekawie podaną książkę kucharską. O jakże się myliłam! „Zupa z granatów” to coś znacznie więcej. Owszem, na początku każdego rozdziału mamy podany przepis na egzotyczną irańską potrawę, ale nie o sztukę kulinarną tu chodzi. Raczej o to, że kuchnia może służyć celom wyższym i nieść w sobie moc wręcz… magiczną. O tym jednak za chwilę.

Trzy siostry Aminpur, Madżar, Bahar i Lejla uciekają z Iranu ogarniętego rewolucją 1979 roku. Nie mają matki ani ojca, nie mogą liczyć na żadną pomocną dłoń. Muszą radzić sobie zupełnie same. Przez parę lat mieszkają w Anglii, imając się różnych zajęć (to znaczy imają się Madżar i Bahar, bo Lejla w momencie ucieczki ma lat zaledwie siedem) i mieszkając w miejscach, w których wy na pewno nie chcielibyście mieszkać. Nie mają wyboru, a wrócić też nie mogą. Po kilku latach spędzonych w Anglii przenoszą się do Irlandii, do małego miasteczka na wybrzeżu, pełnego celtyckich tradycji i wszelkich małomiasteczkowych wad. Otwierają restaurację Cafe Babilon.
Oj nie mają prostego zadania. Czy trzy egzotyczne Iranki mają szansę zakorzenić się w dziurze zabitej dechami, w której wszyscy się znają? W tym gnieździe plotek i intryg? W świecie sprzecznych interesów? W kulturze drastycznie innej niż ta, w której wyrosły? Przy okazji poznajemy dramatyczną przeszłość wszystkich trzech sióstr, ich lęki i niepokoje oraz prawdziwą, bezpośrednią przyczynę ucieczki z Iranu.
Marsha Mehran w „Zupie z granatów” przedstawia fascynującą mieszankę irańsko-irlandzkich namiętności. Okazuje się, że kuchnia – a Madżar posiada, trzeba wam wiedzieć, niezwykły talent do wyczarowywania potraw niezwykłych – może stanowić czynnik magiczny, otwierający serca i umysły, przemieniający duszę. Pod tym względem powieść bardzo przypomina mi „Pachnidło” Patricka Sueskinda. Tam życie człowieka zmieniał zapach, tutaj – potrawa. W „Pachnidle” w tle czai się jednak zbrodnia, natomiast potrawy Madżar wydobywają z człowieka to, co najlepsze.
„Zupa z granatów” jest pełna aromatycznych i smakowitych opisów. Kulinarne porównania odnoszą się do każdej sfery rzeczywistości, nie tylko kuchennej. Toniemy w lekko onirycznej atmosferze wypełnionej egzotycznymi przyprawami, tracimy kontakt z rzeczywistością. Irańska autorka przenosi nas w zupełnie inny świat.
Ta książka jest jednak czymś więcej niż powieścią o urokach kucharzenia. Opowiada o prawach człowieka i prawach kobiet, solidarności międzyludzkiej i tolerancji, przyjaźni i miłości, zawiści i cynizmu, o woli przetrwania i walce. Mieszkańcy miasteczka Balinacroah stają przed egzaminem życiowym. Jedni go zdadzą, inni nie.
„Zupę z granatów” czyta się wspaniale i bardzo szybko. Książka nie jest pozbawiona dowcipu i ironii, co dodaje jej kolorytu. Postaci są wyraziste i niepowtarzalne. Znakomita pozycja, do której można wracać. Gorąco polecam!

Słowa kluczowe:

2 odpowiedzi odnośnie posta “Gorąca potrawa irańsko-irlandzka”

  1. tafranca pisze:

    Ponieważ w bibliotece nie było „Zupy” przeczytałam druga część „Woda różana i chleb na sodzie”, ładna, ciepła, wesoła książka…można czytać bez znajomości pierwszej części…polecam!!!

  2. kruszyzna pisze:

    Dopisane do pozycji czekających na przeczytanie. :)

A Ty co myślisz?

Musisz się zalogować, aby móc wysyłać komentarze.