L’Oreal True Match – rewelacja?
Poddaję się. Jestem specjalistką od szukania dziur w całym i dzielenia włosa na czworo, ale tym razem się poddaję i muszę uczciwie przyznać, że wszystkie znane mi osoby posiadające podkład L’Oreal True Match w wersji „klasycznej” były z niego zadowolone.
W życiu nie może być jak w reklamie, więc chociaż ceny się doczepię – 60 zł to dla mnie sporo.
Rodzina podkładów True Match jest oczywiście szersza. Wszystkie przedstawione poniżej plus podkład z „gąbką obrotową”, o którym pisałam i na który skusiła się katka
.
Ciekawa jestem, czy wysoką jakość można przypisać też podkładowi w pędzlu na przykład. Czy to nie jest przypadkiem tak, że cały splendor produktu wyjściowego, czyli tego „klasycznego” True Match, spływa na mniej znaną resztę. Aż mnie korci, żeby samej wypróbować i być może odbrązowić nieco ten portret, ale tak się jakoś składa, że summa summarum zawsze kupię coś tańszego. Mój wąż portfelowy bywa naprawdę apodyktyczny. Póki co polegam więc na opinii innych, a te są dobre lub wręcz bardzo dobre.
Mogę sobie oczywiście postanowić, że następny podkład, jaki kupię, to będzie właśnie ten, ale po pierwsze postanowienia noworoczne mają to do siebie, że się ich nie dotrzymuje, a po drugie niezwykle mnie interesuje podkład Mat Touch firmy Hean, który według informacji na stronie producenta krawaty wiąże i funduje ciążę, a kosztuje 20 zł z haczkiem.
.
Choć może się okazać, że najjaśniejszy odcień będzie dla mnie za ciemny i wtedy klops.
No dobra, wracając do L’Oreal wygląda na to, że właścicielki skóry mieszanej i tłustej znalazły coś dla siebie. Hmmm…
A tak na koniec – właśnie zbiesił mi się podkład Soraya Make Up Sceniczny. Stanięcie okoniem polega na tym, że podkład podczas nakładania na twarz rozwarstwia się na dwie części: coś smarownego, co rozprowadza się na twarzy, ale tego zupełnie nie widać, oraz białą maź, która pozostaje na dłoni. W związku z tym muszę publicznie odszczekać entuzjastyczną recenzję, jaką popełniłam kilka miesięcy temu. No, to włażę pod stół. Hau, hau!
UPDATE 04.01.2010 Odszczekiwać w dalszym ciągu mogę, ale okazuje się, że sporo do powiedzenia ma w przypadku Sorai krem. Konkretnie Garnier Ultra Świeżość. Krem sam w sobie zupełnie w porządku (nawilża i te sprawy), ale ten podkład zupełnie się na nim nie trzyma. Z poprzednim, o ile pamiętam, nie było tego problemu.
UPDATE 04.01.2010 Odszczekiwać w dalszym ciągu mogę, ale okazuje się, że sporo do powiedzenia ma w przypadku Sorai krem. Konkretnie Garnier Ultra Świeżość. Krem sam w sobie zupełnie w porządku (nawilża i te sprawy), ale ten podkład zupełnie się na nim nie trzyma. Z poprzednim, o ile pamiętam, nie było tego problemu.



True Match Loreal to najgorszy, podkreślam najgorszy podkład jaki miałam okazję używać. Niezmiernie dziwi mnie komentarz autorki, „że wszystkie znane mi osoby posiadające podkład L’Oreal True Match w wersji „klasycznej” były z niego zadowolone”…gdyż wśród moich znajomych było odwrotnie, mało tego po kupieniu przeze mnie owego podkładu i odczuciu beznadziejności przy jego stosowaniu, zaczęłam szukać opinie na jego temat w internecie i ku mojemu zdziwieniu ma ona bardzo złe opinie, a jego użytkowniczki miały dokładnie takie same spostrzeżenie co ja. Szkoda, że nie poczytałam tych opinie wcześniej, bo na pewno bym go nie kupiła!
Czemu podkład jest taki zły…ma bardzo dziwną i niezwykle trudno do aplikacji konsystencje, jest bardzo ciężki, robi efekt maski, zero efektu matowienia skóry (mam typową skórę mieszaną), pomimo swojej konsystencji wcale dobrze nie kryje i nie jest trwały, bardzo brudzi…a co najgorsze i na co głownie zwracały uwagę testerki w internecie, bardzo, ale to bardzo uwidacznia wszelkie poszerzone pory, zmarszczki i linie mimiczne. Powiem tak: jak używałam True Match miałam jakieś 23 lata, zero zmarszczek…dopiero po użyciu tego „cuda” zauważyłam że je „mam”, a pory bez makijażu mam mniej widoczne…TOTALNA PORAŻKA! Stanowczo odradzam, aż strach pomyśleć jak wyglądają starsze kobiety które go używają…
Również stosowałam, niestety. Dla mnie to niezbyt niska cena, a efekt fatalny. Myślałam, że jak zapłacę parę złotych więcej i kupię kosmetyk znanej firmy, to będzie ekstra. Niestety przeliczyłam się, po kilku dniach SKÓRA SIĘ PRZYZWYCZAJA do tego podkładu! Nic więc nie daje to, że spróbujemy jak się nakłada u koleżanki lub w drogerii – za pierwszym razem był całkiem niezły, coraz gorzej wyglądał gdy już go kupiłam… Podobnie sytuacja wyglądała się z innym podkładem tej marki – Infaillible.