Bajka o lakierach do włosów. Z happy endem.
Dawno, dawno temu… a może zupełnie niedawno? Nieważne. Żyła sobie w każdym razie pewna babka po trzydziestce. Babka ta udała się pewnego dnia do drogerii. Na szczęście nie miała do pokonania trasy jak Czerwony Kapturek (gęsty, ciemny las), bo pewnie nigdy by się na to nie zdecydowała w obawie przed zboczeńcami czyhającymi w krzakach. Drogeria o rzut beretem była. Babka stanęła przed ladą i powiedziała:
- Yyyyy, no, tego, yyy… Chciałabym jakiś lakier do włosów.
-Ale jaki? – spytała uprzejmie ekspedientka, pokazując pół drogerii zawalone lakierami.
- Yyyyy, no nie wiem. Jeszcze nigdy nie używałam lakieru.
Pani za ladą zaliczyła posadzkę, po czym podniosła się i zemdlała znowu. Nie wyobrażała sobie, że można mieć lat trzydzieści parę i do tej pory nie zetknąć się z lakierem. Babka postanowiła nie dobijać leżącego stwierdzeniem, że nie stosowała też pianki. Pani za ladą przyglądnęła się fryzurze nowo przybyłej i zaczęła co nieco rozumieć, zobaczywszy jej czarne jak heban włosy długości 3-4 cm.
- No dobrze. Na pierwszy raz mogę pani zaproponować lakier Timotei specjalnie do włosów ciemnych.
Babka po trzydziestce zetknęła się wcześniej z szamponem z tej samej serii, czyli Świetliste Refleksy. Po szamponie jednak zachowała wspomnienia mało budujące.
- Raz kozie śmierć – powiedziała babka, która z mlekiem matki wyssała naturę kosmetycznej ryzykantki i we krwi miała sięganie po rzeczy, co do których wcześniej opinii nie zasięgnęła (to z kolei pewnie po ojcu). – Pani go da.
Pani go dała, a babka udała się w dalszą drogę.
Mijały dni i tygodnie i okazało się, że z brzydkiego kaczątka uprzedzeń wyrósł piękny łabędź rzeczywistości. Lakier był zupełnie przyzwoity. Babka aż się dziwi, że nie może go znaleźć na stronie producenta i zachodzi w głowę, dlaczego producent do niego się nie przyznaje. Czyżby wycofał? Ale czemuż to czemuż? Oczywiście świetliste refleksy okazały się – jak w przypadku szamponu – zgrabnym zabiegiem marketingowym, ale powiedzmy sobie szczerze, że nie one były celem.
Babka w lakierach zasmakowała. Okazało się, że za ich sprawą można utrwalić to i owo wypracowane wcześniej żelem do włosów tudzież (częściej) gumą. Babka tak akurat miała, że te jej króciutkie włoski stały zawsze na baczność niczym ołowiany żołnierzyk. Odczuwała co jakiś czas potrzebę sprowadzenia owłosienia do parteru i lakiery pomagały w utrwaleniu efektu na nieco dłużej niż półtorej godziny.
Kiedy lakier Timotei odszedł w niebyt jak zeszłoroczne śniegi razem z ich Królową, babka sięgnęła po kolejny produkt, kierując się wypracowaną przez siebie zasadą, czyli na czuja. Wybrańcem okazał się lakier Soraya.
Skuteczniejszy niż w przypadku Timotei, wydajniejszy i – co jest nie do przecenienia – tańszy. No i pachniał bardzo ładnie. Babka po trzydziestce była na tyle zapóźniona w pielęgnacyjnym rozwoju, że nie wiedziała, że era pośmierdujących lakierów odeszła już dawno razem z epoką PRLu. Czy lakier Styling Professional spełnił jej oczekiwania? Ogólnie tak, ale w kontekście trwałości babce się nieco apetyt wyostrzył jak Babie Jadze z bajki o Jasiu i Małgosi. Zapragnęła doznań ekstremalnych niczym szewczyk Dratewka, kiedy zanosił smokowi nadziane pirotechnikaliami jagnię. Sięgnęła (na czuja oczywiście) po lakier Titan Look Extreme z serii Taft Looks (to nie ten zwykły Taft, tylko taka jakby podseria).
.
I co? I zaliczyła nirwanę niczym śpiąca królewna wybudzana ze snu pocałunkiem przez superprzystojnego królewicza. To jest to! Tego chciała! Lakier Taft Looks jest pancerny jak pancernik Potiomkin. Fryzura faktycznie trzyma się niebotycznie długo i tylko umycie głowy niszczy nieodwołalnie uzyskany efekt. Normalnie jak w reklamie. Babka po trzydziestce postanowiła pozostać mu wierna. Przynajmniej do czasu, aż wymieni go na lepszy model. Tymczasem jednak żyją sobie szczęśliwi. I ja tam byłam, miód i wino piłam, po brodzie spływało i… nie pamiętam, jak trafiłam do domu.


